czwartek, 13 maja 2010

Egzamin Na Prawo Jazdy

Szanowny, ustawodawca, wierzy w umiejętności podległych ustawie obywateli i przewiduje,że 24h wystarczą do opanowania sztuki prowadzenia pojazdu samochodowego w stopniu,który jest wystarczającym do przejścia państwowego egzaminu z pozytywnym wynikiem,czyli z liczbą potrąconych emerytów 0. Ustawa wspomina też o kamerach w pojeździe, które skutecznie zapobiegają procederom przestępczym, tzw transferom kopertowym - w czym ujawnia się mądrość człowieka za biurkiem. Szkoda tylko,że urzędnicy pokazują,że są krótkowzroczni,bo o ile jedeń dzień (24h) to naprawdę wystarczająco dużo aby nauczyć się puszczać sprzęgło, to to zdecydowanie za mało,żeby przygotować nowego kierowcę do surwiwalu jaki panuje na naszych drogach. Z zagranicy sprowadzamy milion sypiących się Golfów III rocznie (o Golfach II nie wspominając), na drogach robi się gęsto, a bezpiecznych dróg nie przybywa. Podejrzewam,że brak wyobraźni i przekonanie,że skoro "tyle lat jeżdżą i mają się dobrze" jest przyczyną dla której tak nie wiele osób wie na czym polega hamowanie z systemem ABS lub jak zachować się w sytuacji awaryjnej. Na kursie brakuje też lekcji fizyki, kilku prostych przykładów co się stanie z samochodem jak za szybko wjedziesz w łuk. Dobrze,że wspominają o wydlużającej się drodze hamowania wraz ze zmianą warunków atmosferycznych,ale powiedźcie komu instruktor pozwolił sprawdzić jak auto się zachowuje przy hamowaniu z dużej prędkości?

Na szczęście kursant potrafi powiedzieć gdzie jest zbiornik płynu do spryskiwaczy szyb w Fiacie Punto II i Corsie C. To są umiejętności, dzięki którym wg naszych mądrych ustawodawców uda się mi nam przeżyć. Jakie to nieżyciowe! Ciekawe, czy zdałbym egzamin gdybym poprosił o instrukcję obsługi pojazdu.

Spójrzmy prawdzie w reflektory.

Oto samochód!

Wybrałem Golfa,bo to najnudniejsze, najpowszechniejsze, najbardziej przechwalane przez swoich właścicieli auto. Spójrzmy prawdzie w reflektory. Samochód ma cztery koła, dwie pary kół po każdej stronie. Jakby na to nie patrzeć to dwa razy więcej niż ma rower, co zapewnia samochodom stabilność statyczną wobec wszechdziałającej, przewracającej rowery i motocykle siły grawitacji! To wielki plus,że samochód możemy zostawić samemu sobie bez obawy,że się przewróci! Zauważmy też, że przednie koła skręcają, przy czym tylne pozostają sztywne poprzecznie (odporne na skręt.). Proszę się nie śmiać, bo jak widziałem niektóre koleżanki na łuku to to wcale nie jest takie oczywiste. Silnik z przodu, napędza przednie koła za pomocą 6biegowej, manualnej skrzyni biegów, oddzielonej od silnika sprzęgłem. 5biegów do wykonania wojskowej komendy "naprzód!" i jeden aby móc wykonać "odwrót!". Tyle teorii. Nie taki straszny samochód, jak go mali chłopcy malują!

Szkoła jazdy.

Wybór szkoły jazdy to sprawa pierwszorzędna. Warto popytać, co mówią o tej czy innej szkole. Dobra szkoła to połowa sukcesu. Instruktor,który jest emerytowanym wojskowym, który w pojeździe krzyczy, łapie za kierownicę ingerując w zadany przez nas tor jazdy, przesadnie dba o wycieraczki, reflektory, zawieszenie, brzydko pachnie - szybko stanie się waszą udręką i może być jednym z powodów, dla którego powiecie "Ja już w ogóle nie chcę tego prawa jazdy!". Tak naprawdę o ile przykry zapach i pedantyzm można przełknąć o tyle interwencje takie jak łapanie za kierownicę już nie. To są twoje 24godziny podczas których TY masz się nauczyć jak najwięcej,a nie tylko kilkunastu skrzyżowań. Miałem ogromne szczęście,że po przykrych doświadczeniach z instruktorem,który w przeszłości łapał zające wojskowym GAZem, (który świetnie uczyłby PO, ale jeździć już nie) trafilem na instruktora,który wychodził z tego samego założenia co ja. "System jest zły. Z systemem trzeba walczyć". Na początku naszej znajomości szczerze odpowiedziałem na pytanie "Czy jeździłeś coś już kiedyś gdzieś z kimś?" i pierwszy raz w życiu dobrze wyszedłem na tym,że przyznałem się do zbrodni (powożenia samochodem bez uprawnień),bo Sebastian po tym rzekł: "To fajnie! To będziesz mnie woził". I woziłem. Podczas kursu zjeździliśmy cały śląsk od Bytomia przez Rudę śląską po Chorzów,ale obok malowniczych, pełnych zapierających oddech w piersiach widoków, bardziej liczył się styl jazdy. Otóż zamiast poruszać się 50km/h tak jak mówią znaki, mogłem jeździć "tak jak wszyscy" pod warunkiem podpisania cyrografu,że na egzaminie, będe o ograniczeniu prędkości pamiętał. Jeździłem w zimie i miałem na kursie okazję do awaryjnych hamowań, jazdy w trudnych warunkach, jazdy po szklance (czyli warunkach skrajnie trudnych). Miło wspominam kurs. Zapamiętałem z niego jedno ważne zdanie,które stało się moim motto jako początkującego kierowcy:

Minął prawie rok od kiedy mam prawo jazdy. Jestem w trakcie mojej pierwszej zimy za kółkiem i cieszę się jak 8latek,który znalazł wymarzony samochodzik pod choinką, za każdym razem kiedy mogę wyjechać samochodem na śliską nawierzchnię, poślizgać się trochę, pooglądać świat przez boczną szybę. Chyba mam w żyłach benzynę,bo jak śnią mi się po nocach kobiety to zawsze w Alfa Romeo. Jak będe już duży, to marzy mi się świat, w którym wciąż będzie wystarczająco dużo ropy naftowej,żebym mógł porwać się na nocną jazdę przez pół kraju, żeby powiedzieć pięknej kobiecie "branoc" i przesłuchać całej płyty "The Beatles live at BBC" dwa razy. Tylko ciekawe co na takie nocne wypady powie moja żona... może nie zauważy,że samochodu nie było całą noc przed domem...? Tata nie zauważył...


Źródło: eioba.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz